Czwarta nad ranem

Maj 16th, 2012

Adiemus

Czekam na świt.

Na moim Dzikim Zachodzie uwielbiałam to robić lub wstawać tuż przed wschodem słońca. Wiosną, latem, jesienią. Nikt, kto tego nie usłyszał, nie zobaczył, nie poczuł, nie uwierzy w to, jak wiele dzieje się o tej porze na zewnątrz! Według mnie las nie jest tak głośny nawet za dnia. Ptaki przekrzykują się, jak gdyby każdy z nich chciał przywitać dzień jako pierwszy. Piekielnie mi tego brak.
Wyobraźcie więc sobie moje zdumienie, gdy podczas jednej pięknej nocy, pod nieobecność moich współlokatorek, mogłam pozostawić na noc otwarte okno i gdy obudziłam się o piątej trzydzieści słysząc znajomy ptasi gwar, niknący czasem wśród hałasu przejeżdżających samochodów. Przysięgam, że wybuchłam pełnym radości śmiechem.
Dzisiejszy dzień nie prognozował szczególnie letniego poranka. Ciekawa jestem czy dzisiejsza naukowa posiadówka zostanie mi wynagrodzona w tej znajomo ciepły sposób. Read the rest of this entry »

Step

Maj 14th, 2012

Jeśli doszedłeś do momentu, w którym jest ci wygodnie i chciałbyś pozostać w tym stanie, dołóż sobie trudności, by móc iść dalej.
Jest w tej zasadzie coś, co mnie do niej przekonuje. Mam jednak pewność, że nie jest warta tego by być uniwersalną. Zresztą, zbyt wiele w niej niedopowiedzeń i miejsca na złośliwość losu. W każdym razie została wdrożoną. I boli. Przyjemnie. :)

Otóż odbyły się drugie weekendowe warsztaty tańca irlandzkiego z właścicielką szkoły Rince na Colman, Dominiką. Za nami ponad dziesięć godzin wytężonej dwudniowej pracy – dziś nie obyło się zatem bez kryzysu dnia trzeciego*. Cóż, dziś po raz drugi podczas tej ośmiomiesięcznej nauki tańczyłam z rzewnym płaczem ściskanym z całych sił w gardle. Tym razem szczęśliwie nie była to sprawa bólu – cierpiały jedynie moje chore ambicje. Dwa słowa: Treble Jig. Read the rest of this entry »

Atlantyk

Kwiecień 16th, 2012


- Pan na Rajgonę, pani na Atlantyka.
Nie ucieszyłam się. Byłam pełna obaw.
Rzuciwszy tą informacją, pani Luiza raźnym krokiem pomaszerowała do stajni, Maciek ruszył do swojej białej klaczy, a ja stałam jak wryta.
- Proszę go poprowadzić, jak zawsze - to Patrycja, instruktorka Maćka, podeszła, zwolniła Atlantyka z uprzęży i podała mi wodze.
Tak, teraz się uśmiechnęłam.
Był większy od Perły, o ciemnobrązowej maści w złotych refleksach, zarzucał łbem z małą białą łatą na czole. I był słynącym z trudnego charakteru ogierem. Atlantic. Read the rest of this entry »

Nadzieja

Marzec 29th, 2012

Bo może tym razem się uda.
Może to już ten czas. Może bilans zysków i strat znów obróci się na moją korzyść. Czy nie trwa tak cały czas?
Trochę więcej wiary!
Jak nie siać defetyzmu? Uwierzyć, że da się i że tego wysiłku już wystarczy. Że doskonałość jest wiele bliżej niż mi się wydaje i nie trzeba zdzierać palców, by ją dopaść, zrywać ścięgien, by ją doskoczyć. Może nie patrzę we właściwą stronę?

 

Niemal cała ludzkość podziela twoją skłonność. Gdy nie dostają tego, czego pragną, cierpią. A nawet jeśli to dostaną, cierpią i tak, bo nie mogą zatrzymać tego na zawsze.
(Siła spokoju, 2006)

Chcę, potrzebuję, pragnę. I szukam zaciekle, wypatrując w każdym kroku, każdej chwili, czy to już ta? Zapewne mijam ich wiele co dzień. Zżera mnie żarliwość. I mocuję się, dając z siebie ile Bozia pary w łapach dała, by podołać, by być wszędzie, by rozciągnąć ten czas do granic możliwości, by tych chwil było jak najwięcej.
Ślepiec. Jestem ślepa.

Powinno istnieć słowo określające mikroskopijną iskierkę nadziei, którą człowiek boi się dostrzec w lęku,  że samo spojrzenie ją zgasi, jak przy próbie obejrzenia fotonu. Może tylko czekać przy niej, patrzeć obok niej, patrzeć poza nią, aż stanie się dość mocna, by zaistnieć realnie.
(Terry Pratchett „Mort”)

Chciałabym wierzyć, że to już.  Że status quo czeka tuż za rogiem, że to tylko kilka kroków. A później tylko głębokie wdechy. I eksplozja czasu. Nasz wewnętrzny Big Bang i tętniące życiem wszechświaty.

- Było ich tylu… Dostali czego chcieli.
- A odkąd to ludzie wiedzą, czego chcą?
(Bruce Wszechmogący, 2003)

Serce w kieszeń

Marzec 29th, 2012



Zauważyliście? Jak wiosna podkrada się do nas ostrożnym krokiem? Jak nieśmiało pada deszcz? I ptakozaury śpiewają.
Tak naprawdę życiowa energia kłębi się i snopami iskier tryska z każdego zakamarka, czekając na odpowiedni moment, by rzucić się w wir rokrocznej odnowy.  Już czas.

Oto na czym polegała moja walka: nietrudno zrozumieć, że wybrałam się w drogę przygnieciona smutkiem. Miałam spełnić bolesny obowiązek.
W tej chwili jednak doszedł do mnie, niby czyjaś igraszka lub obelga, jakiś głos, pozbawiony wprawdzie słów, lecz gdybym mogła go przełożyć, zabrzmiałby pewnie tak: „Czemu twoje serce nie tańczy?”.
Miarą mojego szaleństwa była odpowiedź, której niemal udzieliło moje serce: „No właśnie, dlaczego?”.
Musiałam samej sobie tłumaczyć, że jest nieskończenie wiele powodów, dla których tańczyć nie może. Moje serce miałoby tańczyć? To serce, któremu odebrano miłość? (…) Widok tego bezkresnego świata wypełnił mnie szaleńczymi myślami, jakby otwierała się przede mną możliwość niekończącej się podróży, podczas której ujrzałabym coraz to nowe rzeczy dziwne i piękne, i tak aż po kres.
(Clive Staples Lewis „Dopóki mamy twarze”)

Wrocław – warsztaty tańca irlandzkiego

Marzec 8th, 2012

Dzień Świętego Patryka tuż, tuż!
[The Boondock Saints Soundtrack]

Postanowiliśmy zatem rozruszać towarzycho i przy współpracy obu grup, w których mam ogromną przyjemność pracować,  zorganizowaliśmy warsztaty tańca irlandzkiego dla czytelników wrocławskiej MBP.

Kto żyw a chętny na irlandzki klimat już na tydzień przed właściwym świętem, niech przybywa do Filii nr 29 Miejskiej Biblioteki Publicznej przy ul. Reja 1/3 w sobotę (10 marca) na godzinę 11:00.  W programie:  opowieści o historii Irlandii, legendy o św. Patryku, pokaz slajdów z podróży po Irlandii i oczywiście warsztaty tańca irlandzkiego (tańce ceili).

Organizatorzy:
MBP Wrocław
Szkoła Tańca Irlandzkiego „Rince Na Colman” – oddział Wrocław
Drużyna Wczesnośredniowieczna „Ulf Ragnarsson Hird”

PS. Ogranicza nas przestrzeń, jesteśmy zatem zmuszeni do wprowadzenia zapisów – pamiętaj o tym jeśli chcesz nas odwiedzić!
PPS. Pamiętaj także o wygodnym stroju – krótkich spodenkach lub leginsach, skarpetkach lub baletkach. Hop, hop!

Wrocław – URH: rekrutacja, treningi, rzemiosło

Luty 3rd, 2012

Ulf Ragnarsson Hird

Czuję się w powinności ogłosić, że drużyna wczesnośredniowieczna Ulf Ragnarsson Hird organizuje we Wrocławiu cotygodniowe treningi terenowe obejmujące:
- walkę mieczem,
- łucznictwo,
- kuglarstwo (z naciskiem na fireshow),
- taniec wczesnośredniowieczny (i tu: zajęcia terenowe zaniechane na okres zimowy – treningi odbywają się w zamkniętej sali).

Bardzo serdecznie zapraszam Was do wzięcia w nich udziału. Są świetną okazją do poznania drużyny i konfrontacji tak z żywą stalą ;-) jak z ogniem, łukiem czy ogółem wczesnośredniowiecznego klimatu.
A jeśli okaże się, że ten Wam odpowiada, nabór do drużyny został niedawno otwarty – choć trzeba mi przyznać, że szukamy głównie panów, gotowych sposobić się do wojaczki!

W sprawie szczegółów – w postaci miejsca i czasu treningów – proszę kontaktować się ze mną osobiście – choćby zostawiając w komentarzu do wpisu swój adres mailowy. Racje tych konspiracyjnych zachowań są dwie: godzina rozpoczęcia treningu ulega zmianie z tygodnia na tydzień – to pierwsza; druga ma źródło w zachciance wygody – ot, zwykle nie potrzeba nam biernych gapiów.

Zapraszam serdecznie!
PS. W czwartkowe wieczory drużynowa płeć piękna zbiera się przy okazji spotkań rzemieślniczych, a tam: szycie, haft, tkanie i przędzenie. Jeśli zatem któraś z pań życzy sobie opanować tak finezyjne jak na XXI wiek umiejętności, proszę również nie obawiać się kontaktu. :)

Sesja, sesja i po…

Luty 3rd, 2012

…zamiatane.

Lecz nie będę dziś opowiadać o walkach minionego miesiąca ani liczyć strat. Wystarczy powiedzieć, że żyć będę (aż do samej śmierci) i na niewiele tu się zdadzą uczelniane potyczki i szachrajstwa prowadzących. ;>
Mogę jednak, przy tej jakże godnej uczczenia okazji, podsumować publicznie i, w miarę moich możliwości, przystępnie i oku przyjemnie, zakończony semestr, a tym samym pierwsze miesiące z życia wilka obleczonego w owczą skórę.

Wrześniowa zmiana miejsca zamieszkania siłą rzeczy przyniosła ze sobą diametralną zmianę trybu życia. Na lepsze, jak czuję.

Zaś z tej przygwożdżonej do podłoża strony żywota – znów przestałam panować nad swoim czasem. Zobowiązałam się do jednego przedsięwzięcia za dużo. Jego ciążenie zaczęłam dziś szczególnie odczuwać. A zapewne odczuję je jeszcze bardziej, gdy będę potrzebować tych 50 złotych.
Z tego dobrobytu kulturowego mi się w d*** poprzewracało. ;-)

Tak pisałam w Kawernianym Schlechcie jeszcze w grudniu. Nad czasem wciąż nie panuję, nad przedsiębraniem i owszem, pięćdziesięciu złotych permanentnie mi brak, a ostatnie zdanie nadal trafnie oddaje mój stan. Cóż mi mówić? Gdy wokół tyle możliwości, dlaczego z nich nie skorzystać? Diabeł w tym sposobie postrzegania tkwi taki, że trzeba dobrze filtrować oferty aby: po pierwsze niezamierzenie nie tracić cennego czasu i drugie – mierząc siły na zamiary, pilnie obserwować rachunki! Popełniłam oba błędy. Dzięki Bogu, cena tych pomyłek nie była zbyt wygórowaną. Read the rest of this entry »

Tęskno kiedy

Listopad 14th, 2011


- Kiedy pomyślę, że mogę umrzeć i nie widzieć nawet setnej części tego, co bym chciał, czuję się, no… – urwał na chwilę. – Chyba pokorny. I bardzo zły naturalnie.
( Terry Pratchett „Kolor Magii”)  Read the rest of this entry »

Total confusion

Listopad 13th, 2011

- Tylko napisz SMS-a, gdy dojedziesz.
Chciałam wyjść wcześniej. Oszalałbym siedząc w miejscu. Tłumaczyłam to wcześniej Kodiemu. Wiedział, rozumiał.
- Nie napiszę…
- A, no tak. Ma zepsuty telefon.
- Istnieją bramki SMS – wtrącił się John.
- Okej, napiszę. Która jest?
- Dwudziesta pierwsza zero cztery. Pamiętasz mój numer? Daj rękę, zapiszę ci. Albo zapisz sobie sama.
Dyktowanie, kilka uścisków, przeprosiny, pożegnanie. Ulica, zielone. Nie ten przystanek, trzeba przejść na drugą stronę.

4 Non Blondes – What’s Up

Zimno. Wsiądę w cokolwiek, niech tylko podjedzie. Czternaście, piętnaście, jedenaście – o, jak pięknie jedzie! A, nie… zbyt długo by czekać. Dwudziestką czwórką dojadę na Pokojową – wystarczy, stamtąd już polecę. Cholera, jak zimno.
Myślałam o niepowodzeniu.
Jak to będzie, jeśli się nie uda. Co miałoby się nie udać? Nie można zepsuć czegoś, czego nie ma. Konkluzja była zaskakująco nieadekwatna do czasu, jaki poświęcam myślom o tej wyimaginowanej porażce. Baba! Dawno problemów nie miałaś. Hamuj kreatywność. W tym względzie ci zbędna.
O braku umiejętności, o stąpaniu po kruchym lodzie i… Read the rest of this entry »